Ile zarabia dziennikarz?

Zaczynając szybko i szczerze

Oczywiście nie tyle, ile by chciał. W końcu żyjemy w Polsce. Ale czy, aby na pewno? Odkładając zatem żarty na bok, należałoby stwierdzić, że nie jest źle. Bowiem według serwisu wynagrodzenia.pl mediana zarobków w tym zawodzie wynosi 4660 zł brutto.

Wchodząc w szczegóły

Z tego samego badania wynika, że dziennikarzy można podzielić na 4 równe grupy, z których każda będzie stanowić 25% ogółu. Pierwsza z nich zarobi poniżej 3500 zł brutto przez miesiąc pracy. Druga 3500 zł – 4660 zł; trzecia 4660 zł – 6030 zł, a czwarta powyżej 6030 zł (oczywiście wszystkie kwoty są brutto). W badaniu wzięło udział 211 osób pracujących w mediach i wydawnictwach, z których 56% stanowili mężczyźni.

Coraz optymistyczniej

Może trudno w to uwierzyć (mnie na pewno, choć może widzę szklankę do połowy pustą), to zdecydowanie lepszych wiadomości dostarcza nam badanie przeprowadzone przez GUS w 2018 r. Trzeba zatem wziąć poprawkę na to, że kwoty, które poniżej zostały podane, pochodzą jeszcze z realiów przedpandemicznych. Wynika z niego, że grupa zawodowa dziennikarzy, literatów i filologów zarabia przeciętnie 5634 zł brutto miesięcznie, a w sektorze publicznym wartość ta wynosi nawet 6823 zł! Jest to zaskakujące i sprzeczne z ogólnie panującymi “trendami”, ponieważ generalnie rzecz biorąc, Polacy pracujący w budżetówce zarabiają mniej, niż w sektorze prywatnym. Przykładowo w 2020 r. różnica ta wyniosła 244 zł brutto (oczywiście na korzyść pracowników przedsiębiorstw).

Trzeba troszeczkę doświadczenia

Jeśli jesteś adeptem dziennikarstwa, który nie skończył jeszcze licencjatu i po przeczytaniu powyższych akapitów już chciałeś gnać do swojego pracodawcy, aby poprosić go o podwyżkę, to się jednak wstrzymaj. W tej grupie wiekowej, t.j. do lat 24, mediana zarobków wynosi bowiem 3644 zł brutto (warto jednak w tym miejscu przypomnieć, że do 26 roku życia nie płaci się obecnie podatku PIT). Co ciekawe, kobiety zarabiają w tym przedziale wiekowym przeciętnie o 800 zł więcej od mężczyzn. Hurra optymizm może jednak powrócić, kiedy zorientujemy się, że już w kolejnej grupie wiekowej t.j. 25-34 przeciętne zarobki w tych branżach wynoszą już 5162 zł!

Wracając do pytania z tytułu

Odpowiedź brzmi – lekko ponadprzeciętnie. O ile? Wystarczy wspomnieć (idąc cały czas za tym samym badaniem GUSu), że przeciętny Polak w tym czasie zarabiał 5003 zł brutto. Oznacza to, że (stanowiący jedną grupę) dziennikarze, literaci i filolodzy zarabiali przeciętnie o 631 zł brutto miesięcznie więcej od statystycznego Kowalskiego. Co daje 512 zł netto.

Warto wiedzieć

Należy pamiętać, że (jak mawiają starzy górale) jest nieprawda, g*wno prawda i statystyka.Nie ma co się zatem zbytnio przejmować powyżej podanymi liczbami. Polecam traktować je raczej jako punkt odniesienia do własnych negocjacji. Kiedyś na warsztatach dowiedzieliśmy się (od osoby rekrutującej do dużego internetowego portalu), że na rozmowie o pracę aplikant po prostu otrzymuje pytanie: ile chciałby zarabiać? Warto być zatem przygotowanym na tego typu sytuację i znać realia rynku. Inaczej możemy podać kwotę stanowczo za niską lub zbyt wysoką. Można by wtedy dowiedzieć się (po długim czasie), że kolega na tym samym stanowisku zarabia ~0,5 tys. więcej lub po prostu nie dostać pracy. Nie wiadomo co gorsze.

Autor: Michał FirlitMa 20 lat. Pochodzi z Krakowa i tutaj też studiuje na kierunku Dziennikarstwo i Komunikacja Społeczna na Uniwersytecie im. Jana Pawła II. Jednocześnie pracuje w sektorze szkoleniowym na stanowisku asystenta ds. komunikacji internetowej. Jego największymi pasjami są piłka nożna i szachy. W Nagrodzie Młodych Dziennikarzy działa w Biurze Prasowym.

Pandemia vs. dziennikarstwo – nokaut czy zwycięstwo na punkty?

Nasz świat przeszedł diametralną zmianę. Nic nie jest takie, jakie było jeszcze 2 lata temu. Dla wielu centrum dowodzenia stał się dom – siedziba uczelni, pracy i spotkań towarzyskich. Pandemia koronawirusa wpłynęła też niewątpliwie na pracę dziennikarzy. Czy zmieniła się ona na lepsze, czy na gorsze? Czy dziennikarzom służy słynny już #homeoffice i jakie wyzwania czyhają na nich w nowej (choć już nie tak bardzo) rzeczywistości?

Rozmowy nie kończą się tam, gdzie zaczyna się internet 

Pandemia uziemiła w domu niemal wszystkie profesje. Po pierwszym zaskoczeniu z nietypowej sytuacji przyszedł czas na odnalezienie się w nowej rzeczywistości i zaaranżowanie jej do swoich potrzeb. Tak też zrobili dziennikarze, a przykładem „nowego” w medialnym świecie są internetowe łączenia z gośćmi. Z jednej strony nie byliśmy przyzwyczajeni do oglądania rozmów, w których bohaterowie zamiast w telewizyjnym studiu siedzą przed ekranami swoich komputerów. Wielu może powiedzieć, że w takich obrazach brakuje ducha prawdziwej konwersacji. Są słowa, ale jak już dobrze wiemy, nie tylko one składają się na komunikację. W „internetowych” rozmowach mniejsze znaczenie przykładamy do gestów czy kontaktu wzrokowego, który składa się na przekaz. 

Jednak, pomijając wszystkie utrudnienia, warto zwrócić uwagę na możliwości, jakie dała pandemia. Skoro goście nie musieli być w studiu, to mogli być w dowolnym miejscu na świecie. Jedyny warunek to połączenie internetowe (czy telefoniczne) i chwila wolnego czasu. Przed dziennikarzami taka sytuacja otworzyła nowe wrota. Większy wybór gości, szerszy zakres tematów i możliwość przekazania odbiorcom informacji z nawet najodleglejszych zakątków świata – prosto z miejsca wydarzeń. Krótko mówiąc, nie ma tego złego, co by nie wyszło na dobre. 

Powódź fake newsów

W związku z pandemią zalały nas miliony różnorodnych informacji. Nowa rzeczywistość sprawiła, że wiele z nich było niesprawdzonych, a jeszcze więcej po prostu wymyślonych. Ostatni rok zdecydowanie można by nazwać czasem pseudoinformacji. Niepokojący jest fakt, że przenikały one do mediów społecznościowych w tempie viralowym. Jednak dziennikarze nie mogli poddać się szybko rozpowszechnianym informacjom, a rzetelnie je sprawdzić i – co więcej – przedstawić prawdziwą wersję wydarzeń. 

Według raportu PAP z 2020 r. aż 80% ankietowanych dziennikarzy przyznaje, że uważnie weryfikuje treść napływających do nich informacji prasowych. Ten wysoki wynik wskazuje na fakt, że fake newsy nie stały się tylko niegroźnym social mediowym wybrykiem, ale przede wszystkim poważnym problemem, który może negatywnie wpłynąć na wiedzę społeczeństwa i zamazywać przed nim prawdziwy obraz rzeczywistości. 

Czas na internet

Przechodząc do pozytywnych aspektów pandemii – bo wbrew pozorom takie również można zauważyć – warto skupić się na internetowych możliwościach. Dziennikarze z nowymi technologiami zdecydowanie nie mają problemu i – jak zauważyliśmy już wcześniej – ochoczo je wykorzystują. Jednak rozmowy to tylko niewielkie zbocze góry wydarzeń, które przeniosły się do internetu lub, w czasie pandemii, w nim rozwinęły swoje korzenie. Dobrze nam znane konferencje prasowe, czyli jedno z podstawowych źródeł informacji dla dziennikarzy uzupełniły szturmem podbijające medialny rynek webinaria i podcasty. Mimo że było one obecne już przed pandemią, to jednak koronawirus wpłynął na ich rozwój i liczbę. 

Nie ma wątpliwości, że te nowe dziennikarskie (i nie tylko) działania pozostaną z nami na dłużej. Czy już na zawsze, czy do momentu, gdy coraz bardziej zatęsknimy za spotkaniami ze znanymi “markami” twarzą w twarz? Pytanie pozostaje otwarte.

Home office czynny całą dobę

Czy czasy, w których zamykając drzwi biura, zamykaliśmy także nasz dzień pracy, minęły bezpowrotnie? Analizując wyniki wspomnianego już raportu PAP nt. “Praca dziennikarza w czasie koronawirusa i lockdown”, odpowiedź nasuwa się sama. Dziennikarze w czasie pandemii pracują więcej. Zatem praca zdalna i ograniczenie mobilności nie sprawiają, że przedstawiciele mediów próżnują. Wręcz przeciwnie – często nie oddzielają oni pracy zawodowej od życia prywatnego, ponieważ wszystko odbywa się w tej samej – domowej przestrzeni. 

W czasie pandemii problem przenoszenia pracy do domu przybrał o wiele większą wagę. Nie dotyczy on oczywiście tylko dziennikarstwa, lecz wszystkich zawodów, których wykonawcy pracują w swoich czterech ścianach. Przenosząc się do rzeczywistości on-line, warto jednak pamiętać, że po pewnym czasie należy nacisnąć “off”.

Pandemia wpłynęła na każdą dziedzinę życia i wymusiła konieczność dostosowania się do nowych realiów. Wydaje się, że ten egzamin dziennikarze zdali bardzo dobrze. Do głowy przychodzi pytanie – jaki będzie kolejny? I – czy już mamy się bać?

Autorka tekstu: Faustyna Zaleśna – w Nagrodzie Młodych Dziennikarzy w Biurze Prasowym. Studentka II roku dziennikarstwa i komunikacji społecznej na UPJP2. Uwielbia sport i aktywny tryb życia. Lubi czytać książki, a szczególnie biografie. Jej marzeniem jest dom w pięknej Portugalii.

Dziennikarze nowej fali

Od dawna mówi się, że branża dziennikarska się zmienia, unowocześnia, a sytuacja pandemiczna tylko przyspiesza ten proces. Coraz popularniejsze staje się “dziennikarstwo indywidualne”. Oczywiście nadal rynkiem rządzą duże koncerny medialne, ale jednak coraz bardziej wzrasta znaczenie dziennikarzy-influencerów. Jest ich już w tym momencie tak dużo, że czasem trudno się “połapać” kogo warto słuchać. W tym artykule przedstawię Ci zatem moją subiektywną listę wartościowych dziennikarzy, realizujących formułę dziennikarstwa 2.0.

Wywiady już nie tylko z gwiazdami

Jeśli interesują Cię wywiady z ciekawymi, często nieszablonowymi osobami, ciekawą pozycją będzie dla Ciebie program 7 metrów pod ziemią. Prowadzi go od 2017 roku w serwisie YouTube Rafał Gębura, były dziennikarz m.in. TVNu, Newsweeka i Radia Kolor. Autor stawia przede wszystkim na interesujących rozmówców, którzy często są przedstawicielami zawodów, o których powszechnie mało wiadomo. Dzięki temu w trakcie swoich rozmów pokazuje on widzom fragmenty naszego społeczeństwa, o których dotychczas zapewne mało wiedzieli.

Rozmowy dłuższe niż kiedykolwiek

Gdybyś jednak wolał/a dłuższe formy wywiadów, które nie pozostawią żadnych niedopowiedzeń, a omawiany temat zostanie naprawdę wyczerpany, to polecam Ci kanał (również na YouTubie) Imponderabilia. Rozmowy prowadzone przez Karola Paciorka mają minimum godzinę (a czasami nawet cztery!), ale dzięki temu możemy wnikliwie poznać zapraszane przez niego osoby. Format ten właśnie przez swoją długość jest jedyny w swoim rodzaju i na pewno nie byłby możliwy w telewizji linearnej. Słuchanie tych rozmów, które często zbaczają na tematy około filozoficzne i polityczne, jest przyjemną odmianą od skrótowych setek, do których już wszyscy przywykliśmy.

Newsy bez cenzury

W tym zestawieniu musi się też znaleźć Maciej Orłoś ze swoim kanałem o tej samej nazwie. Prezenter znany z Teleexpressu od jakiegoś czasu prowadzi interesujący odpowiednik tegoż programu informacyjnego właśnie w serwisie YouTube. Niezwykle ciekawym jest obserwować, jak doświadczony dziennikarz przystosowuje się do obecnych wymagań rynku i nadal działa w swojej profesji w nowoczesnych warunkach. Łatwo też zauważyć, że nowa formuła daje mu dużo więcej swobody, a serwis przez niego prowadzony nie jest już tylko “suchym” podawaniem faktów, ale umożliwia mu wyrażanie siebie i swoich poglądów.

Luźna atmosfera

Właśnie na przykładach znanych dziennikarzy, którzy obecnie zaczynają wykorzystywać swoją rozpoznawalność i działać na własną rękę, widać najlepiej czym tak naprawdę jest dziennikarstwo 2.0. Najlepszym przykładem tego zjawiska jest założony już ponad rok temu (również na YT) Kanał Sportowy. Założony został przez: Michała Pola, Krzysztofa Stanowskiego, Mateusza Borka oraz Tomasza Smokowskiego. Obecnie pomaga im wielu innych dziennikarzy, a także cały sztab techniczny. Kanał powoli urasta do rangi telewizji alternatywnej, a ostatnio podpisał umowę na transmitowanie meczów polskiej ligi rugby. Charakter audycji jest bardzo luźny, częste prywaty i niewybredny humor powodują, że być może nie zawsze treści są niesamowicie inteligentne, ale jednak stanowią wartościowe studium tego, czym jest nowoczesne dziennikarstwo. Poza tym pomagają się “zresetować” po całym dniu, a przecież właśnie temu powinien służyć sport.

Obiektywizm i rzetelność

Na koniec zostawiłem sobie prawdziwą perełkę. Niezmiernie zachęcam do zapoznania się z audycją Raport o Stanie Świata w serwisie Spotify. Prowadzący to Dariusz Rosiak, dziennikarz radiowy i prasowy, dziennikarz Roku 2020 w konkursie Grand Press, nominowany do Nagrody Literackiej „Nike” 2016. Program jest jedyny w swoim rodzaju (przynajmniej na polskim rynku) i polega na przedstawianiu sytuacji politycznej w najróżniejszych zakątkach świata. Tematy są zawsze bardzo interesujące i wyczerpująco omawiane, a kontrowersje wyjaśniane przez specjalistów i ekspertów. Audycja jest utrzymywana wyłącznie przez słuchaczy i nie zawiera żadnych reklam, co również jest ciekawym casusem w analizowania różnych modeli nowoczesnego dziennikarstwa.

Nowe nie nadchodzi, ono już jest

Przytaczanie przykładów rzetelnego i wartościowego dziennikarstwa w internecie można by kontynuować w nieskończoność. Obrazuje to, w jakich ciekawych czasach żyjemy i jak wiele możliwości ten zawód oferuje. Nie brakuje też oczywiście młodych dziennikarzy (z bardziej lub mniej formalnym wykształceniem), ale uczyć się należy od najlepszych, a jak widać na powyższych przykładach – internet nie jest tylko dla młodych. Doświadczeni dziennikarze też potrafią się przystosować do nowych realiów, co tylko pokazuje, jak ważną cechą w tym zawodzie jest elastyczność.

Autor: Michał FirlitMa 20 lat. Pochodzi z Krakowa i tutaj też studiuje na kierunku Dziennikarstwo i Komunikacja Społeczna na Uniwersytecie im. Jana Pawła II. Jednocześnie pracuje w sektorze szkoleniowym na stanowisku asystenta ds. komunikacji internetowej. Jego największymi pasjami są piłka nożna i szachyW Nagrodzie Młodych Dziennikarzy działa w Biurze Prasowym.

Dziennikarska ciekawostka muzyczna

W pracy dziennikarza ważna jest chęć poznania nowych informacji i ich przekazywania. Bardzo często dzięki ingerencji osób pracujących w tej branży dowiadujemy się wielu ciekawostek, które zapadają w pamięć. Mogą one dotyczyć różnorodnej tematyki, a w szczególności tematyki muzycznej.

Muzyka jest częścią życia każdego człowieka. Dzięki niej doznajemy wielorakich informacji przekazywanych przez wokalistów. To w niej wyrażane są ich emocje, pragnienia, tragedie.

Bardzo często powstałe teksty są oparte na miłych, bądź też tragicznych doświadczeniach życiowych. Jednym z wybitnych artystów, o ciekawej historii i twórczości jest Eric Clapton.

Życie brytyjskiego muzyka – Erica Claptona było pełne zawirowań, problemów i niespodziewanych obrotów zdarzeń. Jedno z nich zamieścił w słowach piosenki „Tears in Heaven”.

Dziewiętnastego marca 1991 roku, artysta udał się ze swoim synem Conorem do cyrku, na Long Island. Jak mówi Clapton: „pierwszy raz sam go gdzieś zabrałem”. Spędzony czas ze swoim synem, uświadomił artyście co to znaczy być ojcem i mieć dziecko. Niestety był to pierwszy i ostatni raz…

Następnego dnia, o godzinie 11 rano, Clapton dostał telefon od matki Conora (artysta bowiem był po rozwodzie). Ta krzycząc historycznie powiedziała „Conor nie żyje”.

Dziecko wypadło z okna z pięćdziesiątego trzeciego piętra.

Pierwsze miesiące po śmierci dziecka, były dla Claptona jak koszmar na jawie. Pisanie piosenek było lekiem dla artysty, które trzymały go przy życiu. Utwory Claptona w tym trudnym okresie, początkowo nie miały być przedstawione dla szerokiej publiczności.

To właśnie „Tears in Heaven” było najbardziej przejmującym utworem z nowych nagrań.

Piosenka powstała poprzez postawienie pytania, które artysta zadawał sobie od śmierci dziecka: „Czy naprawdę znów się spotkamy?”. Koniec końców utwór ukazał się na singlu i stał się jedynym całkowicie samodzielnie napisanym tekstem przez Claptona.

Piosenka w 1991 roku znalazła się na płycie ze ścieżką dźwiękową do filmu Rush, następnie zdobyła trzy Nagrody Grammy w 1993 roku.

Ważne i ciekawe jest to, że każde dzieło artysty pozostaje na zawsze, można powiedzieć, iż jest nieśmiertelne. Dotyczy to po części, także dziennikarzy, którzy pisząc książki, montując filmy przyczyniają się do stworzenia czegoś co może być pozostawione dla przyszłych pokoleń. Warto się zastanowić i zadać sobie pytanie, czy chciałabyś/chciałbyś mieć poczucie, iż zostawiłeś po sobie jakiś twórczy element.

Autorka: Matylda Firek – studentka dziennikarstwa. Uwielbia kontakt z ludźmi. Jest kreatywna, lubi robić zdjęcia i podróżować. Interesuje ją sport, a w szczególności tenis. Chciałaby w przyszłości dubbingować bajki. Jej śmiech słychać z kilometra. W Nagrodzie Młodych Dziennikarzy w dziale video i biurze prasowym.

Zwykły dialog czy niezwykła sztuka? – o wywiadzie

Wywiad – któż z nas chociaż raz w życiu nie był jego odbiorcą? Co więcej, być może mieliście przyjemność go prowadzić lub być jego bohaterami. Na pozór ten gatunek dziennikarski wydaje się bardzo prosty – zwykła rozmowa, jakich każdego dnia odbywamy mnóstwo. Jednak tak naprawdę dobry wywiad to sztuka. Co powinniśmy o nim wiedzieć?

Podwójny dialog

Badając wywiad na przestrzeni interakcyjności, nazwać go możemy dialogiem. Spełnia on wszystkie kryteria przynależne tej sytuacji komunikacyjnej. Przekazy są zatem tworzone przez więcej niż jednego nadawcę. Dlatego też obaj interlokutorzy powinni zdać sobie sprawę ze wszystkich czynników, które towarzyszą określonej sytuacji. Mimo że zapewne słyszeliście o nich wiele razy, warto je przypomnieć, ponieważ to dzięki ich świadomości mamy szansę na skuteczną i prawidłową komunikację. 

Nadawca, odbiorca, intencja, cel oraz warunki – tutaj i teraz to najważniejsze komponenty, które składają się, oprócz przekazu, na każdą sytuację komunikacyjną. 

Wywiad odbywa się w warunkach nazwanych wcześniej „tu i teraz”. Jednak jego odbiorcy będą mogli obejrzeć lub przeczytać go później. Świadomość tego faktu musi towarzyszyć uczestnikom wywiadu. Wpływa to bowiem na jego odbiór przez czytelników.

Wywiad nazwać można nie tyle dialogiem, co wręcz „podwójnym dialogiem”. Bowiem płaszczyzny komunikowania są co najmniej dwie. Na pierwszy plan wysuwa się nam rozmowa dziennikarza z interlokutorem – czyli pierwszy dialog. Jednak nie mniej ważna, a może nawet ważniejsza jest druga przestrzeń komunikacji – dialog obu uczestników wywiadu – z przyszłymi odbiorcami. Ta sfera jest bardzo istotna, bo przecież to przed nimi zarówno rozmówca, jak i prowadzący chcą wypaść dobrze. 

Milczący, lecz decydujący 

Warto zatem zastanowić się, czy przygotowując się do wywiadu lub tworząc już ten przekaz, nie pomijamy ważności jego odbiorców. Czy na pewno dobrze ich rozpoznaliśmy? Czy nasz wywiad będzie dla nich ciekawy? Czy usłyszą w nim coś nowego, czy jedynie powielimy informacje, o których wcześniej wszyscy już słyszeli? To jedynie kilka pytań, jakie należy sobie zadać przed rozpoczęciem przygotowań do przeprowadzenia wywiadu. Bowiem na względzie musimy mieć fakt, iż mimo że nasz odbiorca może wydawać się milczący, to jednak do niego należy decyzja, czy zechce przeczytać, obejrzeć lub posłuchać wywiadu, czy dotrwa do jego końca i czy ponownie wybierze nasze medium. 

Zatem tworząc wywiad, należy nieustannie myśleć o odbiorcy, który przeczyta lub go obejrzy po wyemitowaniu. Krótko mówiąc, ma być dla niego interesujący. Ważna tutaj jest zatem relacja dziennikarza – prowadzącego wywiad oraz jego interlokutora – to od niej w dużej mierze zależy odbiór wywiadu.

Kto jest kim?

Bohaterowie wywiadu są już nam znani – dziennikarz i jego rozmówca. Jednak, jakie są ich role i motywy działania w przestrzeni wywiadu? Przede wszystkim każdy z nich, mimo że występuje indywidualnie, to jednak jest przedstawicielem określonego środowiska, które chce osiągnąć związane z konkretnym wywiadem cele, np. propagowanie swojej idei, zdobycie popularności, wyróżnienie się na tle innych. 

Po drugie, obaj bohaterowie wywiadu wchodzą w nim w określone role. Zatem dziennikarz może być pośrednikiem – czyli jedynie rejestratorem wypowiedzi i osobą żądającą pytania. Ta rola wydaje się najprostszą i najmniej wymagającą, jednak przybierając ją, dziennikarz niejako traci szansę, aby zaistnieć. Podobna, lecz nieco bardziej rozbudowana jest rola pośrednika – pomocnika, bowiem zadaje on dodatkowe pytania, dzięki którym odpowiedź rozmówcy jest bardziej precyzyjna. Pośrednik – pomocnik działa więc na korzyść odbiorcy – chcąc, aby mógł on otrzymać klarowne odpowiedzi.

Partnerstwo w wywiadzie

Z obrębu pomocnika przenosimy się do roli partnera, którym w wywiadzie dziennikarz również może się stać. Partner – uczeń to kształtowanie siebie jako osoby nieznającej się na danym temacie. Nawet jeżeli posiadamy realne kompetencje w omawianej kwestii. Taka rola może przynosić plusy z punktu widzenia odbiorcy, ponieważ adresaci wywiadów także często nie znają się na temacie wywiadu. Słuchają lub czytają go w drodze do pracy, jest dodatkiem do codziennych zajęć, dlatego też odbierając wywiad prowadzony przez partnera-ucznia, mają możliwość poznać temat i go zrozumieć.

Odbiorcy chętnie będą także zapoznawać się z rozmową prowadzoną przez partnera – reprezentanta opinii publicznej. Ponieważ to właśnie on będzie przedstawiał rozmówcy powszechne opinie społeczeństwa, z którymi wielu adresatów mogłoby się zgodzić, a wręcz po ich usłyszeniu krzyknąć „o właśnie”!

Kwintesencją prowadzącego wywiad może wydać się partner-ekspert, czyli osoba, która doskonale zna się na dziedzinie rozmowy. Nie boi on podjąć się dyskusji, przeciwstawiać interlokutorowi, komentować jego wypowiedzi czy przedstawiać własne sądy na dany temat. Taki wywiad wydać się może o wiele ciekawszy niż chociażby prowadzony przez dziennikarza – pośrednika. Ale zapewne, ile odbiorców, tyle opinii. 

Wywiad jest dialogiem, jednak nie można go nazwać zwykłą rozmową. To sposób dotarcia do prawdy, ale i osiągnięcia własnych korzyści. To bycie sobą, ale jednocześnie wcielanie się w rolę. Czy w wywiadzie to odbiorcy dostają to, co chcą usłyszeć, czy może jednak jego bohaterowie mówią tylko tyle, ile chcą powiedzieć? Sprawa pozostaje otwarta…

*opracowanie roli dziennikarza na podstawie Zbigniewa Bauera

Autorka tekstu: Faustyna Zaleśna – w Nagrodzie Młodych Dziennikarzy w Biurze Prasowym. Studentka II roku dziennikarstwa i komunikacji społecznej na UPJP2. Uwielbia sport i aktywny tryb życia. Lubi czytać książki, a szczególnie biografie. Jej marzeniem jest dom w pięknej Portugalii.

Gdzie kończy się dziennikarstwo, a zaczyna public relations?

Dziennikarstwo i public relations to popularne obecnie dziedziny. Wiele młodych ludzi, stojąc przed wyborem swojej zawodowej ścieżki, często zastanawia się, czym tak naprawdę dziennikarstwo różni się od PR-u? Dla osób, które znają te dziedziny od kuchni, odpowiedź jest zapewne banalnie prosta. Jednak dla tych, którzy dopiero stawiają swoje pierwsze kroki w medialnym świecie granica pomiędzy dziennikarstwem a public relations może być naprawdę cienka. Zatem – gdzie ona przebiega?

Czym jest dziennikarstwo?

Szukając odpowiedzi na pytanie o rozróżnienie PR i dziennikarstwa warto zastanowić się nad definicjami obu tych pojęć. Dziennikarstwo można określić jako służbę społeczną, której zadaniem jest dostarczanie obywatelom informacji. Dziennikarze zaspokajają zatem naturalne prawa przynależne człowiekowi. Dlatego kluczem ich pracy powinno być realizowanie potrzeb informacyjnych obywateli poprzez dostarczanie im wiarygodnych, obiektywnych i sprawdzonych przekazów. 

Czym jest PR?

Trudno wskazać jedną definicję PR, ponieważ istnieje ich aż ponad 2000. Jednak mierząc się z tym wyzwaniem, wskazujemy, że public relations to świadome, zaplanowane i ciągle tworzenie oraz podtrzymywanie relacji z otoczeniem organizacji. Należą do niego zarówno klienci, jak i władze czy inne przedsiębiorstwa. Działania PR mają prowadzić do uzyskania jak największej liczby odbiorców, utrzymywaniu ich uwagi i budowaniu z nimi relacji. 

Pozorne podobieństwo

Zagłębiając się w definicję dziennikarstwa i PR, nie wydają się one podobne. Jednak dla większości społeczeństwa pierwsze skojarzenie ze słowem public relations to prawdopodobnie „kontakty z mediami”. Owszem, do działań PRowców należy także obszar media relations czy rzecznictwo prasowe. Jednak to tylko część wielkiej góry, jaką jest ta dziedzina. 

Warto zastanowić się, czy istnieje jakieś rzeczywiste podobieństwo pomiędzy dziennikarstwem a public relations, czy wszystko to tylko pozory. Wspólny może wydawać się cel obu tych dziedzin – komunikowanie się z odbiorcami. Jednak jego realizacja znacząco się różni. 

Poróżnieni 

Jakie są zatem różnice w komunikowaniu się z odbiorcami w PR i dziennikarstwie?

  • Cel

Przekazując komunikat do swoich odbiorców, PRowcy mają ściśle określony cel – kształtowanie opinii i świadomości, co ma przełożyć się na konkretne zachowania adresatów komunikatu. Reakcja na komunikat jest więc z góry zaplanowana przez jego twórców.

Podążając za definicją dziennikarstwa łatwo można wyodrębnić jego cel – informowanie społeczeństwa o bieżących wydarzeniach z kraju i ze świata. W tym przypadku kluczem nie powinno być kształtowanie opinii, lecz zaspokajanie potrzeb obywateli i realizowanie prawa do informacji.

  • Odbiorcy komunikatu

Każda organizacja ma swoich określonych odbiorców oraz zbiorowości, z którymi współpracuje oraz takie, które są jej niezbędne do właściwego funkcjonowania na rynku. Zatem komunikat musi dotrzeć do wszystkich tych grup. Mówiąc o odbiorcach przekazów public relations, należy wspomnieć, iż są oni starannie wyselekcjonowani, a komunikat dostosowany do każdej z grup.

Media również mają ustaloną grupę odbiorców. Jednak w porównaniu z PR nie jest ona tak skrupulatnie wyselekcjonowana. Wręcz przeciwnie – można ją nazwać nawet masową. 

  • Środek przekazu

Aby przekazać komunikat, PRowcy używają różnego rodzaju mediów – zarówno tradycyjnych, jak i nowoczesnych. Jednak rozpowszechnianie komunikatu może odbywać się także w innych formach – m.in. bezpośrednio, ponieważ podstawą public relations jest dbanie o relację z odbiorcą. Często najlepszą drogą jest więc kontakt “twarzą w twarz”. 

Dziennikarze przekazują komunikat za pomocą konkretnego medium, w którym ma on zaistnieć. Owszem, możliwe jest występowanie jednego komunikatu w różnych środkach przekazu czy powoływanie się dziennikarzy na treści z innych mediów, szczególnie tych nowoczesnych. Jednak specyfika sposobu rozpowszechniania jest zupełnie inna niż w przypadku PR.

Podobieństwo pomiędzy PR a dziennikarstwem podczas głębszej analizy przybiera znamiona jedynie pozornego. Inne są cel, odbiorcy czy środki przekazu. Jednak, aby zasiać w Was ziarno niepewności, na końcu pozostawię pytanie – czyż, w ostatecznym rozrachunku, wszystko, co do nas dociera nie jest perswazją? 

Autorka tekstu: Faustyna Zaleśna – w Nagrodzie Młodych Dziennikarzy w Biurze Prasowym. Studentka II roku dziennikarstwa i komunikacji społecznej na UPJP2. Uwielbia sport i aktywny tryb życia. Lubi czytać książki, a szczególnie biografie. Jej marzeniem jest dom w pięknej Portugalii.

Clickbait, czyli jak nie pisać by nas czytano

„Lekarze jej nienawidzą – Odkryła 1 dziwny sposób na szybką utratę wagi. Eksperci: te kapsułki wyleczą otyłość”, „Jeśli raj istnieje, to jest właśnie tu. Sprawdź, co to za miejsce”, „Planetoida po cichu zbliżyła się do Ziemi. Naukowcy zauważyli ją bardzo późno”. – te i wiele innych tytułów możemy znaleźć dosłownie wszędzie: na portalach internetowych, mediach społecznościowych, czy nawet grając w gry na przeglądarce. Często takie artykuły nie mają nic wspólnego z tytułami, które skłoniły nas do zerknięcia do tekstu. 

Choć prima aprilis zbliża się wielkimi krokami, to śmiało można stwierdzić, iż w dziennikarstwie dzień żartów jest obchodzony praktycznie codziennie. Wszystko to za sprawą tytułów, które pisane gigantyczną, kolorową czcionką mają rozbawić, a przede wszystkim przykuć naszą uwagę i zmusić do przeczytania artykułu. Niestety, rzeczywistość w wielu przypadkach okazuje się być bolesna, bo w istocie przykuwające czołówki nie zawsze opisują to, o czym chcielibyśmy przeczytać. 

Z pewnością wielu z was spotkało się z pojęciem jakim jest „clickbait”. Najprościej rzecz ujmując są to nagłówki, których zadaniem jest przyciągnięcie uwagi odbiorcy, które w większości przypadków wyolbrzymiają treść całego artykułu. 

„Pisz tak, aby zrozumiała Cię twoja służąca”

Historia powstania clickbaitów sięga aż drugiej połowy XIX wieku, kiedy to prasa stawała się realnym oknem na świat. Na rynku amerykańskich dzienników prym wiedli Joseph Pulitzer i William R. Hearst. Pierwszy z nich zakupił podupadający tytuł „The New York World”, który szybko zdobył popularność wynosząc około 250 tys. nakładu. Z kolei Hearst to właściciel równie poczytnego „The New York Journal”, który z czasem stał się konkurentem dla pisma Pulitzera. Rywalizacja między dziennikami trwała w najlepsze. Artykuły umieszczane w gazetach dotyczyły najczęściej morderstw, skandali i korupcji. Błahe wydarzenia często wyolbrzymiano i nadawano im miana sensacji, a nagłówki nierzadko miały zaskakujące treści, które „biły po oczach” czytelników. Stosunek do odbiorców najlepiej oddaje motto Pulitzera: „Pisz tak, aby zrozumiała Cię Twoja służąca”. 

„Lekarze jej nienawidzą…”

Clickbaity z reguły mają przynosić zysk z reklam internetowych, które wyskakują niczym „Filip z konopii” podczas przeglądania stron w Internecie. Ich cechą charakterystyczną są interesujące (czasem zaskakujące) tytuły artykułów, które mają zachęcić do kliknięcia. Niestety coraz częściej są one niewłaściwie stosowane.

„Lekarze jej nienawidzą – Odkryła 1 dziwny sposób na szybką utratę wagi. Eksperci: te kapsułki wyleczą otyłość”, „Jeśli raj istnieje, to jest właśnie tu. Sprawdź, co to za miejsce”, „Planetoida po cichu zbliżyła się do Ziemi. Naukowcy zauważyli ją bardzo późno”. – te i wiele innych tytułów możemy znaleźć dosłownie wszędzie: na portalach internetowych, mediach społecznościowych, czy nawet grając w gry na przeglądarkę. Często takie artykuły nie mają nic wspólnego z tytułami, które skłoniły nas do zerknięcia do tekstu. Większość treści dotyczy tzw. „owijania w bawełnę” i podawania ogólników, a z kolei konkrety liczą zaledwie…jedno zdanie. 

Nieco inaczej działają clickbaity, w których rzekomy system wyliczył, iż jesteśmy wybranymi użytkownikami spośród milionów i mamy szansę wygrać telefon najnowszej generacji, ekskluzywną wycieczkę, czy po prostu zgarnąć dużą sumę pieniędzy. W rzeczywistości, po kliknięciu zostajemy przekierowani do stron pikantnej treści, czy też stajemy się właścicielami wirusa internetowego, który zostaje rozsyłany na naszym profilu społecznościowym. 

W dobie mediów społecznościowych, które stanowią ważną część naszego życia codziennego, pojawia się wiele clickbaitowych tytułów. Sięgają po nie tabloidy i brukowce, ale także znane i prestiżowe dzienniki, które aby szybko podnieść liczbę polubień i komentarzy, umieszczają sensacyjne i mające mało wspólnego z prawdą nagłówki.

Clickbaity w czasie pandemii

W Polsce pierwsze wyszukiwania słowa „clickbait” pojawiły się w grudniu 2012 roku. Dwa lata później zainteresowanie tym enigmatycznym wówczas pojęciem zaczęło wzrastać, aż w końcu w lutym 2020 roku osiągnęła szczytowe (dotychczas) liczbę 100 wyszukiwań. To idealnie pokazuje jak w ostatnim czasie mamy często do czynienia z clickbaitami, co nie powinno wcale cieszyć. Ze względu na pandemię pojawia się wiele tytułów, które wprowadzają nas w tzw. „pole”, jak na przykład: „500 Plus tylko dla tych, co zaszczepią się na COVID-19. Nie skorzystasz? Zapłacisz wyższe podatki” czy “Od niedzieli – stan wyjątkowy. Warszawa ma być podzielona na 3 strefy, wojsko będzie kontrolować ulice”. Jak widać na przykładzie tych nagłówków, już sama treść wywołuje w nas skrajne emocje. Z jednej strony ciekawość, a z drugiej złość, jaka w przypływie skłania nas do przeczytania artykułów, które jak się później okazuje zawierają niesprawdzone informacje. W całym gąszczu napływających informacji z różnych stron, clickbaity znajdują swoich potencjalnych czytelników. W głównej mierze są to osoby starsze, które ufają „dobrym zamiarom” reklamodawców i chętnie sprawdzają zawartość interesujących nagłówków.

Chwytliwe zwroty

„5 sposobów na…”, „Punkt 4 Cię zaskoczy…” – współcześni internauci są wyczuleni na takie tytuły. Choć jak wynika z badań, które pojawiły się na blogu BuzzSumo, clickbaity obecnie wciąż są w stanie przynieść dochody. Najlepiej „klikalnymi” artykułami były te, które zawierały w nagłówkach wyrażenia: „sprawi, że”, „dlaczego”, „tylko” oraz „jest powodem”. Aby przykuć uwagę naszym tekstem warto zadbać o jego tytuł, który nie będzie z jednej strony nachalny a z drugiej będzie odwoływał się w rzeczywistości do naszego artykułu. Zatem dobry clickbait można sformułować jako pytanie, które zaintryguje odbiorcę:
– Oto dlaczego…?
– Czy wiesz dlaczego…?

W tytułach warto korzystać… z liczb, które mają siłę przyciągania czytelnika. Według BuzzSumo najbardziej chwytliwe liczby to: 10, 5, 15, 7, 20. 

Ciekawym sposobem jest skierowanie nagłówka do odpowiedniej grupy docelowej:
– „Idealne rozwiązanie dla…”
– „Dotyczy to tylko…”

Clickbaity, choć większości mogą kojarzyć się negatywnie, mają wiele dobrych cech, które przynoszą korzyści ich twórcom jak i odbiorcom. Dobrze skonstruowany i przemyślany clickbait z pewnością zaintryguje i przyczyni się do pozytywnych skojarzeń z daną marką. Jednak należy z ostrożnością podchodzić do ich stosowania i pamiętać o tym aby były one z treścią jaką chcemy przekazać.

Autor: Jakub Matusiak – W Konkursie Nagroda Młodych Dziennikarzy w zespole biura prasowego. Studiuje dziennikarstwo i komunikację społeczną na Uniwersytecie Papieskim. W wolnych chwilach czyta dużo książek kryminalnych i rozwiązuje krzyżówki. Ponadto uwielbia filmy z lat 50. i 60., a jego odwiecznym marzeniem jest podróż do Islandii.

Dziennikarstwo śledcze, czyli na granicy prawa

Wśród wielu rodzajów dziennikarstwa często największe kontrowersje wywołuje profesja dziennikarza śledczego. Mówi się, że działa on na granicy prawa. Jednak pobudki jego działania zazwyczaj okazują się bardzo szlachetne i na celu mają odkrycie przed obywatelami afer i nieprawidłowości. Z historii znamy wiele przykładów działań dziennikarzy śledczych, które wpłynęły na dobro wspólne obywateli. Zatem, co warto wiedzieć o tej dziedzinie dziennikarstwa?

Amerykańskie dziedzictwo 

Początki dziennikarstwa śledczego, jak łatwo można się domyślić, wiążą się ze Stanami Zjednoczonymi. To właśnie w tym kraju działała gazeta „Collier’s Weekly”, której redaktorem naczelnym był Norman Hapgood. Magazyn ten śmiało można nazwać ojcem dziennikarstwa śledczego. Tygodnik lubował się w opisywaniu skandali, dzięki czemu zyskał powszechną sławę, a taki rodzaj artykułów nazwano „muckracing journalism”. 

Słowo „muckracker” było używane w odniesieniu do dziennikarzy, którzy na łamach swoich magazynów ujawniali nieprawidłowości i nadużycia, najczęściej ze strony władz. Szczególną sławę pojęcie to zyskało na przełomie XIX i XX w., kiedy dziennikarze już nie tylko zajmowali się bieżącymi informacjami i publicystyką, ale także prowadzili własne dziennikarskie śledztwa, o których później informowali opinię publiczną.

Jednym z najbardziej znanych przejawów dziennikarstwa śledczego u jego początków była seria „Wielkie oszustwa Ameryki”, czyli 11 artykułów opublikowanych w „Collier’s Weekly”. Opowiadały one o oszustwach koncernów farmaceutycznych, które nie ujawniały całego składu swoich leków. Publikacje te spełniły swój cel, ponieważ już pół roku po ich wydaniu, w USA powstała Ustawa o Zdrowej Żywności i Lekach, która uregulowała tę kwestię. 

Kodeks dziennikarza śledczego 

Dziennikarstwo śledcze to niezwykle trudna i wymagająca profesja. Każdy dziennikarz, który podejmuje się pracy w tej dziedzinie, musi liczyć się z wyzwaniami, ale i niebezpieczeństwami. Bowiem łatwo można się domyślić, że śledztwa prowadzone przez dziennikarzy nie wszystkim będą się podobać. Jednak ważne jest, aby w swojej pracy dziennikarze śledczy kierowali się pewnymi zasadami, dzięki którym ich działanie będzie profesjonalne, obiektywne i owocne. Oto krótki zbiór najważniejszych zasad dziennikarstwa śledczego:

Po pierwsze weryfikacja – przekazywanie rzetelnych i sprawdzonych informacji to klucz każdego dziennikarskiego działania, jednak dziennikarstwo śledcze kładzie na to szczególny nacisk. Bowiem konsekwencje ujawnionego materiału mogą być ogromne, dlatego też nie można rzucać pochopnych oskarżeń i bazować na niewiarygodnych i niesprawdzonych informacjach.

Po drugie niezależność – słowo niezależność w kontekście dziennikarstwa śledczego ma bardzo ważne znaczenie. Odnosi się ono do dwóch aspektów. Podejmując się dziennikarskiego śledztwa, twórcy powinien przyświecać cel, jakim jest dobro wspólne, a nie własne korzyści. Nie może on być zmuszany do realizacji materiałów z zakresu dziennikarstwa śledczego czy, co gorsza, kreować dziennikarską rzeczywistość, tak aby on sam lub stojący nad nimi przełożeni czerpali z tego korzyści. Niezależność odnosi się także do poszukiwania informacji. Aby były one sprawdzone należy dotrzeć do niezależnych źródeł dziennikarskich materiałów.

Po trzecie strategia – praca dziennikarzy śledczych w dużej mierze porównywana jest do pracy osób rozwiązujących kryminalne zagadki czy szukających sprawców przestępstw. Dziennikarze śledczy to pewnego rodzaju stróże prawa, dlatego też przysługują im szczególne możliwości podczas realizacji materiałów. Stosowane przez nich metody zbliżone są do tych zarezerwowanych dla instytucji śledczych. Jednak ważne jest, aby przed rozpoczęciem wszelkich działań opracować strategię, według której będziemy podążać. W ten sposób śledztwo będzie kompletne i będziemy mieć pewność, że nie pominęliśmy żadnego ważnego szczegółu. 

„Watergate”, czyli kwintesencja dziennikarstwa śledczego 

Pisząc o dziennikarstwie śledczym nie sposób nie wspomnieć historycznego przykładu tej profesji. Wywodzi się, jak samo dziennikarstwo śledcze, ze Stanów Zjednoczonych.

W czerwcu 1972 r. dwóch reporterów „Washington Post” miało się zająć sprawą włamania do biura Partii Demokratycznej w Waszyngtonie. Sprawa na pozór wydawała się prosta – włamywacze zostali zatrzymani, znaleziono przy nich kamery, sprzęty do podsłuchu oraz dużą ilość pieniędzy. Bob Woodward i Carl Bernstein mieli opisać całą sytuację w „Washington Post”, jednak podejmując się tematu, ich uwagę przyciągało wiele niezrozumiałych szczegółów towarzyszących całej sprawie. Odkryli oni, że włamywacze działali na zlecenie Komitetu reelekcji Prezydenta Nixona, wywodzącego się z Partii Republikańskiej.

Podczas swojego śledztwa dziennikarze „Washington Post” byli zastraszani i zmagali się z wieloma wyzwaniami, jednak zdecydowali się na jego kontynuację. Z pomocą przyszedł dziennikarzom tajemniczy informator o pseudonimie „Głębokie Gardło”, jak się później okazało był to wicedyrektor FBI Mark Felt. Dzięki jego informacjom i profesjonalnym działaniom Woodwarda i Bernsteina śledztwo udało się doprowadzić do końca, a ujawnione fakty doprowadziły do wszczęcia próby odwołania prezydenta Nixona. Jednak nie zostało ona doprowadzone do końca, gdyż oskarżony sam zrezygnował. Prezydent, który za wszelką cenę chciał zdobyć władzę, stracił ją, a młodzi dziennikarze udowodnili, że zawsze warto walczyć o prawdę. 

Dziennikarstwo śledcze to naprawdę trudna i wymagająca profesja. Jeżeli ktoś się na nią zdecyduje musi liczyć się z wieloma wyzwaniami, a także niebezpieczeństwem, jakie często spotyka ich podczas prowadzonych śledztw. Decydując się na taką pracę warto pamiętać o wielkiej odpowiedzialności, z jaką się wiąże. Niemniej jednak życzymy wszystkim dziennikarzom wytrwałości w dążeniu do prawdy i dobra wspólnego, jaką mieli w sobie Bob Woodward i Carl Bernstein. 

Autorka tekstu: Faustyna Zaleśna – w Nagrodzie Młodych Dziennikarzy w Biurze Prasowym. Studentka II roku dziennikarstwa i komunikacji społecznej na UPJP2. Uwielbia sport i aktywny tryb życia. Lubi czytać książki, a szczególnie biografie. Jej marzeniem jest dom w pięknej Portugalii.

SEO – czyli jak pisać, żeby Cię czytano?

Od razu przechodząc do rzeczy i odpowiadając na pytanie zawarte w tytule – niestety nie wystarczy dobrze pisać. W dzisiejszym, cyfrowym świecie liczy się już nie tylko sprawne pióro autora, ale również to, czy jego tekst zostanie „podany pod nos” czytelnikom, czyli użytkownikom internetu. Przecież nikt z nas nie scrolluje przeglądarki w nieskończoność i zazwyczaj klikamy tylko w kilka pierwszych pozycji, które się wyświetlą po wpisaniu określonego hasła. Druga, już konkretniejsza odpowiedź brzmi zatem – tak, abyś się wyświetlał/a jak najwyżej w przeglądarkach. Ta odpowiedź z kolei rodzi kolejne, naturalne pytanie – jak to osiągnąć? I tu z pomocą przychodzi nam właśnie SEO.

SEO – co to takiego?

Czym jest to tajemnicze SEO? Jest to Search Engine Optimization, czyli optymalizacja stron internetowych pod kątem konkretnych wyszukiwarek. Składa się na nie szereg działań, mających na celu takie przygotowanie witryny, aby była ona w stanie osiągnąć jak najwyższe pozycjonowanie. Skomplikowanie tego zagadnienia polega przede wszystkim na tym, że każda wyszukiwarka rządzi się swoimi prawami, ponadto algorytmy wyszukiwarek są non stop aktualizowane, co sprawia, że zasady SEO lubią się zmieniać. Jest jednak kilka zasad w miarę uniwersalnych lub przynajmniej działających w najważniejszej wyszukiwarce (bo tej o największym zasięgu), czyli google’

Co wpływa na SEO?

Na pewno na SEO mają wpływ zachowania użytkowników na Twojej stronie internetowej. Algorytmy otrzymują informacje np. o tym, jak długo internauci przebywają na Twojej stronie, jak szybko z niej wychodzą i oczywiście ile ma ona wyświetleń w skali dnia, tygodnia i miesiąca. Na te czynniki masz bezpośredni wpływ, ponieważ odpowiada za nie jakość treści na Twojej stronie internetowej. Nie oznacza to jednak, że w Twojej witrynie powinna się pojawiać tylko wysokiej jakości sztuka, czy materiały naukowe. Niestety (a może „stety”) często wręcz przeciwnie. 

Przykuj uwagę!

Materiał musi być chwytliwy i skupiający uwagę, a to często wymusza konieczność używania (lub wręcz nadużywania): agresywnych kolorów, „boldowania” tekstu, nadnaturalnego powiększania nagłówków itd. Możesz też stosować mniej „inwazyjne” chwyty, takie jak umiejętne dzielenie treści na akapity (co bardzo ułatwia jego czytanie), czy operowanie długością tekstu (zbyt wielu stron i tak nikt nie przeczyta). Przy przyciąganiu uwagi czytelnika, najważniejszą kwestią, i tak pozostaje tematyka Twojego tekstu. Nie ma tutaj żadnego zaskoczenia. Jeśli chcesz zwiększać wyświetlenia, musisz pisać o czymś, co jest interesujące.

Frazy kluczem do sukcesu 

Ważne w SEO jest również używanie tzw. słów kluczy.  Zastanów się, o czym jest Twoja strona. Pomyśl, jakie frazy mogą wpisywać w wyszukiwarkę ludzie, którzy chcieliby trafić na kontent takiego typu, jaki prezentujesz na swojej stronie. Następnie zacznij „przemycać” te słowa i frazy w tekstach. Chodzi w tym działaniu o to, żeby algorytmy zaczęły kojarzyć Twoją witrynę z tymi hasłami. Pamiętaj, jednakże, by nie robić tego zbyt nachalnie, ponieważ to odstraszy czytelników i zaniży Ci statystyki oglądalności strony. 

“Złoty środek”  

Na koniec polecam jeszcze zwrócić uwagę na to, czy Twoja strona się nie ładuje zbyt długo (pamiętaj, że nie każdy ma dobry internet). Jeśli tak, możesz np. zmniejszyć ilość grafik, to one najbardziej wydłużają czas „uploadowania” witryny. Miej świadomość, że osoba poirytowana, wolno ładującą się stroną, prawdopodobnie szybko ją zamknie. Trzeba jednak w tym miejscu znaleźć złoty środek, ponieważ strona bez grafik również będzie odpychająca. Nie bój się eksperymentować i testować różne rozwiązania, a z czasem dojdziesz do tego najlepszego.

Mam nadzieję, że Ci pomogłem. Ten tekst jest oczywiście tylko zarysowaniem zagadnienia – wierzchołkiem góry lodowej, ale myślę, że udało mi się przybliżyć Ci zagadnienie SEO, które od tej pory nie będzie dla Ciebie zagadką. 😊

Autor: Michał Firlit – Ma 20 lat. Pochodzi z Krakowa i tutaj też studiuje na kierunku Dziennikarstwo i Komunikacja Społeczna na Uniwersytecie im. Jana Pawła II. Jednocześnie pracuje w sektorze szkoleniowym na stanowisku asystenta ds. komunikacji internetowej. Jego największymi pasjami są piłka nożna i szachyW Nagrodzie Młodych Dziennikarzy działa w Biurze Prasowym.

Czy dziennikarstwo jest kobietą?

8 marca obchodzimy Międzynarodowy Dzień Kobiet. W tym dniu szczególnie dużo mówi się o roli i wartości kobiety. Nie mamy wątpliwości, że na przestrzeni lat zmieniał się obraz kobiety w społeczeństwie. Kobiety niejednokrotnie musiały walczyć z panującymi stereotypami, aby osiągnąć swój cel i zaistnieć w różnych dziedzinach życia. A jak kształtuje się „świat kobiet” w dziennikarstwie?

Autorytet z przeszłości

Mówiąc o historii kobiet w dziennikarstwie nie sposób nie wspomnieć Nellie Bly. Być może to ona stała się autorytetem dla wielu kobiet, które zaistniały w dziennikarskim świecie, ale także dla tych, które chciały spełniać swoje marzenia. Nellie Bly, a właściwie Elizabeth Cochran Seaman, urodziła się w 1864 r. w Stanach Zjednoczonych. Jej spektakularna kariera rozpoczęła się, gdy w gazecie „Pittsburgh Dispatch” przeczytała artykuł powielający stereotypy o kobietach jako słabszej płci. W odpowiedzi na przeczytane słowa przesłała do redakcji gazety własną wyzywającą opinię na ten temat. Wielki talent, jaki objawił się w konstruowaniu owego tekstu, zaowocował zatrudnieniem Elizabeth w redakcji „Pittsburgh Dispatch”, gdzie przybrała pseudonim Nellie Bly.

W gazecie zajmowała się dziennikarstwem śledczym, a następnie pracowała w redakcji kobiecej. Jednak prawdziwą popularność przyniosła jej praca u Josepha Pulitzera w „New York World”. Została rzucona na głęboką wodę, ale wypłynęła z niej, nawet na chwilę nie tracąc gruntu pod nogami. Jej zadaniem było bowiem stworzenie artykułu o zakładzie psychiatrycznym. Aby dobrze wykonać swoją pracę, przez pewien czas przebywała w nim jako pacjentka. Od tej pory praca utajniona stała się jej specjalnością. 

Pokonywać granice 

Nellie Bly nie bała się nowych doświadczeń, dlatego nie odrzuciła kolejnego wyzwania, jakie stanęło przed nią w redakcji „New York World”. Reportaż z podróży dookoła świata – Nellie zaakceptowała to wyzwanie, a co więcej – wykonała je w rekordowym tempie, niecałych 72 dni i 6 godzin. Ta podróż nie była tylko zwykłym tworzeniem materiału, bo wszystko było w niej niezwykłe. Podróżując dookoła świata bez mężczyzny dała przykład wszystkim kobietom, że nie mają one ograniczeń i mówiąc krótko – mogą wszystko. 

Nellie Bly niewątpliwie tworzy historię kobiet w dziedzinie dziennikarstwa. Jej osoba daje wzór pokonywania ograniczeń i wielkiej odwagi, która w zawodzie dziennikarza jest niezbędna. 

Podróż do teraźniejszości

A jak to wygląda w dzisiejszych czasach? Jaką pozycję kobiety mają w świecie dziennikarstwa? Nieustannie możemy spotkać się z głosami, że kobiety owszem w dziennikarstwie funkcjonują, ale często są tylko tłem dla swoich kolegów. Jednak czy to nie tylko utarte i powielane stereotypy? 

Kobiet, które w dziennikarstwie zajmują wysoką pozycję jest coraz więcej i szukać ich możemy zarówno na światowym, jak i rodzimym rynku. Monika Olejnik, Anita Werner, Dorota Gawryluk, Elżbieta Jaworowicz, Karolina Szostak, Anita Gargas – to tylko niektóre z obecnych na polskim rynku medialnym kobiet, których nie można nazwać tłem, a zdecydowanie pierwszym dziennikarskim planem. Ich dorobek potwierdza kobiecą jakość i pozwala na odejście od stereotypu kobiety-dziennikarki, czyli specjalistki jedynie w kwestii mody, urody czy show-biznesu. 

(Nie)męskie dziedziny 

Cieszyć może fakt, że coraz więcej kobiet odnajduje się w dziedzinach, które pozornie zarezerwowane były tylko dla mężczyzn. Sport, przestępczość czy bycie ekspertem w kwestiach technicznych to tematy, nad którym nie wisi już tabliczka „tylko dla mężczyzn”. Kobiety skutecznie zdjęły ten napis i udowadniają, że wcale nie są w tych dziedzinach gorsze. 

Jednak o ile powodów do radości jest wiele, to nie na wszystko można spojrzeć przez kobiece okulary. Kobiety weszły w dziennikarski świat, lecz nadal niechętnie są dopuszczane do stanowisk kierowniczych w mediach i zarządzania nimi. Nadal zbyt mało ich jako managerów, redaktorek naczelnych dużych mediów, ale także komentatorek sportowych czy felietonistek. Owszem, obraz ten ciągle zmienia się na lepsze, ale przed naszym społeczeństwem jest sporo pracy.

Rola kobiety w dziennikarstwie to ciągle niezamknięty rozdział. Warto o niej mówić, nie tylko w takim dniu jak dzisiejszy, ale zdecydowanie częściej. Jednak dzisiaj z okazji Dnia Kobiet życzymy wszystkim kobietom, a szczególnie tym działającym w mediach, aby miały odwagę realizować swoje marzenia i – jak wspomniana dzisiaj Nellie Bly- nie bały się wyzwań. 

Autorka tekstu: Faustyna Zaleśnaw Nagrodzie Młodych Dziennikarzy w Biurze Prasowym. Studentka II roku dziennikarstwa i komunikacji społecznej na UPJP2. Uwielbia sport i aktywny tryb życia. Lubi czytać książki, a szczególnie biografie. Jej marzeniem jest dom w pięknej Portugalii.