Fake newsy

Z pewnością każdy użytkownik mediów społecznościowych, czy też odbiorcy przekazów radiowych i telewizyjnych, którzy na co dzień śledzą informacje z kraju, bądź z zagranicy, chociaż raz mieli do czynienia z tak zwanym fake newsem.

Czym jest fake news?

Według definicji słownika PWN fake newsy to: „nieprawdziwe, fałszywe wiadomości, najczęściej rozpowszechniane przez tabloidy w celu wywołania sensacji, bądź zniesławienia kogoś”. Najczęściej fałszywe wiadomości dotyczą tematów politycznych. Warto nadmienić, że od początku istnienia dziennikarstwa spotykamy się z przedstawianiem niektórych informacji niezgodnie z prawdą. Wcale nie jest to nowe zjawisko. Jednak warto zaznaczyć, iż termin fake news, zaczerpnięty z języka angielskiego, został rozpropagowany w 2016 roku przez Donalda Trumpa podczas kampanii prezydenckiej w Stanach Zjednoczonych.

Wszechobecny wirus

Niestety trzeba zdać sobie sprawę z tego, że fałszywe informacje coraz częściej widoczne są w środkach społecznego komunikowania.  Amerykański medioznawca Paul Levinson dodaje, że fake newsy są jak wirusy, które prawdopodobnie zostaną z nami już na zawsze, ponieważ stały się częścią życia społecznego. Nieprawdziwe informacje rozpowszechniane w mediach niosą ze sobą poważne konsekwencje. Bo przecież wiadomości, które „poszły w eter”, nie jest  łatwo wycofać. Nie każda osoba, do której dotrze jakaś fałszywa informacja, zapozna się potem z jej sprostowaniem. Obecnie różnego rodzaju media mają tak dużą siłę oddziaływania, że potrafią dosłownie zniszczyć konkretną osobę. Przedstawić ją w niekorzystnym świetle, sprawić, że osoba ta straci poważanie lub zaufanie wśród dotychczasowych sympatyków. Niejednokrotnie może to skutkować wyeliminowaniem lub całkowitym zdyskredytowaniem takiego człowieka z życia publicznego. Fake news może również zniszczyć reputację jakiejś instytucji, co w konsekwencji prowadzi m.in. do jej upadku. Nieprawdziwe informacje występują również w nagłówkach różnych artykułów, po to, by przyciągnąć uwagę odbiorcy i tym samym zapewnić sobie większą „klikalność” i jeszcze większe korzyści majątkowe.

Przykłady fake newsów

8 listopada 2016 roku miały miejsce wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych. O stanowisko prezydenta USA rywalizowali wówczas: Hillary Clinton z Partii Demokratycznej i Donald Trump z Partii Republikańskiej. Po ogłoszeniu wyników okazało się, że 45. prezydentem Stanów Zjednoczonych został Donald Trump. Analizując kampanię prezydencką należy zwrócić uwagę na fakt, iż zarówno dla Clinton jak i Trumpa, była ona niezwykle trudna. W mediach pojawiały się wówczas nieprawdziwe informacje, które przedstawiały kandydatów w bardzo niekorzystnym świetle. 20 najpopularniejszych fake newsów na temat wyborów, na kilka dni przed głosowaniem, zyskało około 8,7 miliona udostępnień, reakcji czy komentarzy na Facebooku.

Oto dwie najważniejsze informacje, które okazały się być nieprawdziwe:

-Pierwsza dotyczyła rzekomego poparcia papieża Franciszka udzielonego Donaldowi Trumpowi – „Papież Franciszek zszokował świat. Popiera Donalda Trumpa jako prezydenta, wydaje oświadczenie”. Oczywiście, było to kłamstwo. Papież nigdy nie wydał żadnego oświadczenia, w którym udzieliłby poparcia któremuś z kandydatów.

-Druga informacja dotyczyła Hillary Clinton, która została oskarżona o sprzedawanie broni terrorystom – „Hillary sprzedawała broń tzw. Państwu Islamskiemu”. Dodatkowo, pojawiły się również informacje o tym, że rzekomo „maile Clinton ws. walki z IS wyciekły i ujawniają rzeczy gorsze, niż można sobie wyobrazić”, ponadto „prawo stanowi, że Clinton nie może sprawować żadnego urzędu”, a także „znaleziono ciało agenta FBI badającego maile kandydatki demokratów”.

Żadna z tych przytoczonych informacji nie była zgodna z prawdą. Ukazane wyżej przykłady wyraźnie pokazują, że fake newsy z łatwością docierają do ogromnej liczby ludzi, wyrządzając niemałe szkody w postaci utraty zaufania do konkretnych osób.

Jak odróżnić fake newsy od prawdziwych informacji?

Weryfikacja, czy jakaś informacja jest zgodna z prawdą, czy też nie, jest bardzo trudna. Na pierwszy rzut oka mało kto dostrzeże, czy ma do czynienia z fake newsem. Co zrobić by nauczyć się odróżniać prawdę od kłamstwa? Z pomocą przychodzi tutaj Międzynarodowa Federacja Stowarzyszeń i Instytucji Bibliotekarskich (IFLA). Oto kilka wskazówek:

  1. Sprawdź, czy strona internetowa, która opublikowała jakieś informacje, jest wiarygodna.
  2. Następnie odpowiedz sobie na pytanie, czy znajdziesz tam na przykład dane kontaktowe lub adresowe.
  3. Zwróć uwagę na autora tekstu. Możesz przejrzeć jego poprzednie publikacje. Jeśli okaże się, że jego pierwszy tekst jest sensacyjnym newsem, może to dać Ci do myślenia.
  4. Czytaj tekst w całości, nie skupiaj się tylko i wyłącznie na nagłówkach, które często nie są zgodne z prawdą.
  5. Upewnij się, czy dana wiadomość nie jest żartem, bądź satyrą. To bardzo ważne.
  6. Nie korzystaj tylko z jednego portalu czy gazety, ale czytaj komunikaty z wielu dostępnych źródeł, aby uzyskać potwierdzenie danej historii.
  7. Jeśli jest taka możliwość, możesz wysłać pytanie do eksperta o weryfikacje prawdziwości danego wydarzenia.
  8. Dokładnie sprawdzaj datę artykułu, bowiem wiadomości sprzed kilku lat mogą mieć zupełnie inny kontekst i wydźwięk niż obecnie.
  9. Na koniec podejmij próbę oceny – czy poglądy i przekonania nie wpływają na odbiór tekstu.

Te kilka zaprezentowanych wskazówek powinno pomóc czytelnikowi w staniu się świadomym odbiorcą, który będzie umiał odróżnić fikcję od rzeczywistości.

Oby tak było. Bądźmy świadomymi odbiorcami. Nie narażajmy się na manipulacje ze strony osób wpływających na nas poprzez media.

Autorka: Anna Mlyczyńskastudentka trzeciego roku na kierunku Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie. Prywatnie jest wielką fanką sportów zimowych, szczególnie skoków narciarskich. Uwielbia spędzać swój wolny czas  jeżdżąc na rowerze, czytając książki o II wojnie światowej oraz słuchając muzyki klasycznej. Jej największym marzeniem jest podróż do Izraela. W Nagrodzie Młodych Dziennikarzy działa w Biurze Prasowym.

Blog – kiedyś i dziś

“Piszący bloga nie ma żadnej odpowiedzialności, a w efekcie ja nie mam żadnej gwarancji, że gdy zrobię kawę z amaretto zgodnie z przepisem na blogu, to mi to amaretto wyjdzie” – mówił jeden z dziennikarzy Forbesa podczas debaty na temat blogosfery wśród dziennikarzy.

Kto z nas nie był właścicielem pamiętnika, w którym notował wszystko to, co przydarzyło mu się danego dnia, czy to w szkole, czy na podwórku? W pamiętniku mogliśmy wylewać swoje żale, wyznawaliśmy miłość osobie ze szkoły i wielokrotnie zapisywaliśmy w nim nazwiska osób, których wręcz nienawidziliśmy. Aktualnie wraz z rozwijającą się technologią papierowe zeszyty odkładamy na półki, a kartki papieru zastępują nam strony internetowe. Wirtualny świat zafundował nam nową formę pamiętników online, które nazywamy… blogami. Czym są? Na czym polega ich popularność i czy warto zakładać bloga?

Geneza

Słowo „blog” oznacza sieciowy dziennik, a społeczność, która tworzy blogi nazywamy „blogosferą”, czyli kulturą blogerów polegającą na przeglądaniu i komentowaniu blogów naszych kolegów „po fachu”. Za pierwszego bloga oficjalnie uznaje się stronę WWW założoną w 1991 roku przez Tima Bernersa-Lee, który regularnie aktualizował i dodawał linki do innych stron. Wówczas nikt nie spodziewał się, że jest to dopiero początek tego, co strony internetowe mogą nam zaoferować.

 W 1997 roku programista Jorn Barger publikował codzienne wpisy na swojej stronie „Robot Wisdom” w nadziei, że znajdzie czytelników o podobnych technicznych zainteresowaniach. Posty zawierały listę linków dotyczące sztuki i technologii. W ten sposób wymyślił słowo weblog (zlepek słów „web” i „log”), co dosłownie oznaczało strony, na których można było umieścić linki do innych witryn. Dopiero dwa lata później, redaktor John Marholz skrócił wyrażenie do słowa „blog”, które do dzisiaj jest powszechnie stosowane. Co ciekawe w 2004 roku „blog” został wybrany słowem roku przez wydawnictwo „Merriam-Webster”.

Rozkwit i koniec

Za rozwój blogów uznaje się przełom XX i XXI wieku. Początkowo były one tworzone przez specjalistów i informatyków, którzy znali podstawy programowania potrzebne do powstawania stron internetowych. Z czasem zaczęły powstawać pierwsze platformy do zakładania własnych blogów. Za prekursora uznaje się „Bloggera” – serwis, z którego mógł korzystać każdy użytkownik. W 2003 roku, wraz z przejęciem firmy przez Google, wszystkie funkcje „Bloggera” stały się darmowe, co tylko przyczyniło się do korzystania i rozwoju blogowania na całym świecie.

W Polsce rozkwit blogowania przypada na początki pierwszej dekady XXI wieku. Wówczas pojawiły się pierwsze serwisy blogowe pozwalające na zakładanie własnych stron. Pierwszym z nich był nlog.org, który pojawił się w 2000 roku, a korzystanie z niego było bezpłatne. Większą popularnością cieszył się blog.pl założony w 2001 roku przez Adama Wojtkiewicza i Bartłomieja Pogodę. Pięć lat później portal Onet postanowił wykupić serwis, który pozwolił na darmowe korzystanie z funkcji bloga. Blog.pl stał się ważną częścią blogosfery w Polsce. Serwis reklamował się zwrotem: „Opowiedz nam o swoim życiu!”, co skutkowało zakładaniem internetowych pamiętników, które w krótkim czasie zrobiły prawdziwą furorę w internecie. Publikowane wyznania blogerów zdobywały rzesze fanów i ich przeciwników. Przez dziesięć lat grupa Onet organizowała konkurs na Bloga Roku, w którym nagradzano autorów najciekawszych blogów. Ponadto w Starym Teatrze w Krakowie wystawiono spektakl pt. „blog.pl”, gdzie za inspirację posłużono się blogami umieszczonymi w serwisie.

Popularność trwała blisko dwie dekady. Dokładnie 8 grudnia 2017 roku postanowiono o zamknięciu witryny, a dopiero 31 stycznia 2018 roku wszystkie blogi przestały działać. Głównym powodem zakończenia działalności była rosnąca popularność portali społecznościowych.

Business is business

Blogowanie stało się modne. Blogi okazały się źródłem informacji, z których korzystały inne media. Okazały się także źródłem cennego dochodu, co pokazuje ranking znanych w Internecie blogów, przygotowany przez blog 24/7 Wall Street. Zestawienie składało się z 25 pozycji. Wśród nich znalazły się blogi dotyczące różnych dziedzin.

Najwyżej notowany okazał się „Gawker” – amerykański blog z siedzibą w Nowym Jorku. Skupiał się on na celebrytach i branży medialnej. Portal reklamował się jako „źródło codziennych wiadomości i plotek z Manhattanu”. Gdy ranking był przygotowywany w 2009 roku, witryny należące do Gawkera (tj. Defamer, Jezebel, Gizmodo) zanotowały łączny wynik 23 milionów użytkowników i ponad 200 milionów odsłon miesięcznie. Przy 8-krotnej wycenie dochodu operacyjnego firma była warta 170 milionów dolarów. W 2016 roku Gawker Media ogłosił, iż flagowy gawker.blog kończy swoją działalność. Drugie miejsce w rankingu zajął Huffington Post, który mógł cieszyć się ok. 180 milionami odsłon. Początkowo treści na blogu skupiały się na wydarzeniach politycznych. Obecnie znajdują się tam informacje z takich dziedzin jak: polityka, media, biznes, rozrywka i ekologia. Firma była wówczas warta ponad 90 milionów dolarów. Najniższe miejsce na podium zaliczył The Drudge Report, obejmujący wiadomości opinii. Do 2009 roku Drudge był wart 48 milionów dolarów.

Popularność blogowania nie ominęła także Polski. Choć za pierwszego blogera uznaje się Piotra Waglowskiego, autora serwisu prawniczego vagla.pl (1997 rok), to sam wymieniony przeczy temu tytułowi, w jednym z wywiadów zadając pytanie: „Co to jest blog?”. Przez długi czas dużym zainteresowaniem wśród internautów cieszyły się blogi modowe. Do czołówki tzw. „szafiarek” należały: Jessica Mercedes, Maffashion czy Macademian Girl. Popularność blogów przyczyniła się do większej rozpoznawalności, a ich autorki coraz częściej skupiają się na prowadzeniu własnych kont na portalach społecznościowych, czy pojawianiu się w programach telewizyjnych, a niżeli na prowadzeniu bloga.

Dziennikarz na blogu

Blogi to nie tylko miejsce do upubliczniania swoich wywodów, ale także miejsce pracy wielu dziennikarzy. Ludzie związani z mediami coraz częściej opisywali i udostępniali w nich swoje materiały, z których korzystały inne media. W ten sposób świat dowiedział się o tzw. „aferze rozporkowej”, opracowanej przez dziennikarza i komentatora politycznego Matta Drudge’a, który opisał głośny romans Billa Clintona i Moniki Lewinsky. Jak się później okazało, upokarzające materiały na temat ówczesnego prezydenta Stanów jako pierwszy zdobył amerykański „Newsweek”, jednak to Drudge za sprawą swojego bloga i zdobytych przez siebie informacji, wyprzedził pracowników tygodnika.

Innym przykładem dziennikarza zajmującego się blogowaniem był Chris Allbritton, znany z tworzenia bloga pt. „Back To Iraq”, który dotyczył wojny w Iraku w 2003 roku. Po zebraniu 15 tys. dolarów od swoich czytelników został „pierwszym dziennikarzem – blogerem w pełni finansowanym przez internautów”. Prowadził zajęcia z blogowania na Uniwersytecie w Nowym Yorku, a w 2004 roku podpisał kontrakt z magazynem Time jako korespondent w Iraku.

Również w Polsce blogi stawały się pierwszym źródłem informacji. Jednym z przykładów jest użytkowniczka ukrywająca się pod pseudonimem „Kataryna”, która na stronie Salon24 komentowała życie polityczne w Polsce. W mediach głośno było o jej konflikcie z ministrem sprawiedliwości Andrzejem Czumą i jego synem, który groził platformie sądem, żądając przeprosin za „kłamliwe i obraźliwe wpisy na blogu niejakiej »Kataryny«”. Postać Katarzyny Moniki Sadło, która ukrywała się pod tym pseudonimem, przyczyniła się do wielu kontrowersji, ale i także do popularności w świecie medialnym. Jarosław Kaczyński w jednym z wywiadów podkreślił, że „są blogerzy, jak np. słynna Kataryna, co do której tożsamości, a nawet tożsamości socjologicznej są spory, która robi to znakomicie”.

Dziennikarstwo a blogowanie

Blogosfera była w szczytowej formie przez wiele lat. Wielokrotnie próbowano opisywać jej wpływ w świecie dziennikarskim. W 2013 roku odbyła się debata dotycząca pracy dziennikarza w sieci. Jej uczestnicy zgodnie uznali, że różnice pomiędzy dziennikarstwem a pisaniem w Internecie powoli się zacierają. Tomasz Machała, redaktor naczelny platformy blogerskiej NaTemat.pl, opisał pracę dziennikarzy w jego portalu. Tłumaczył, że dziennikarze mediów tradycyjnych nie rozumieją blogosfery, a sam świat blogów jest dla nich niepojęty i wrogi, bo według nich blogerzy odbierają reporterom prace i pieniądze.

Według Grzegorza Marczaka, dziennikarza Antyweb.pl, „w warsztacie pracy dziennikarza znaczenie mają przede wszystkim fakty, tymczasem internauci mogą sobie pozwolić na większą swobodę i są często bardziej emocjonalni w swoim pisaniu”. Niektórzy z uczestników konferencji obawiali się prawdomówności wśród blogerów: „Piszący bloga nie ma żadnej odpowiedzialności, a w efekcie ja nie mam żadnej gwarancji, że gdy zrobię kawę z amaretto zgodnie z przepisem na blogu to mi to amaretto wyjdzie.” – mówił jeden z dziennikarzy Forbesa.

Z kolei dla Tomasza Jaroszka zajmującego się dziennikarstwem ekonomicznym, nie ma różnic pomiędzy dziennikarzem a blogerem. Wówczas twierdził on, że informacji jest za dużo, a „rolą dziennikarza jest ich interpretacja. To samo robią blogerzy”. “Właśnie dlatego to jest doskonały czas dla dziennikarstwa profesjonalnego – to jest geniusz naszych czasów, że każdy może otworzyć swoje medium.” – podsumował Grzegorz Cydejko.

Blogowanie dzisiaj

Obecnie żyjemy w czasach, gdy lubimy dzielić się swoją prywatnością. Choć początkowo blogi służyły właśnie do takich celów, to tworzenie własnego internetowego pamiętnika nie znajduje tak dużej rzeszy wielbicieli co kilkadziesiąt lat temu. Obecnie więcej możliwości dają nam portale społecznościowe. Blogi w formie tekstowej odchodzą do lamusa. Wciąż korzystają z nich strony internetowe różnych wydawnictw w celu opisywania konkretnego zjawiska. Jednak istnieje wiele innych gatunków mocno zbliżonych do blogów w znacznie odświeżonych formach.        

Wśród nich są wideoblogi, czyli pliki filmowe udostępniane w serwisach typu YouTube. Twórców wideoblogów nazywa się „vlogerami”, którzy w mniej lub bardziej interesujący sposób opowiadają o swoim życiu, zainteresowaniach i poruszają ważne tematy z różnych dziedzin.

Do krewnych blogów zaliczyć możemy audioblogi, czyli znane szerszej publiczności – podcasty. To nic innego jak forma internetowej publikacji, najczęściej przedstawiana w formie dźwiękowej. Podcast może przyjąć postać profesjonalnej audycji radiowej czy powieści, które już od pierwszych nagrań mogą przyczynić się do zwiększenia popularności wersji drukowanej. Zjawisko podcastingu początkowo nie cieszyło się dużym zainteresowaniem. 10-15 lat temu tworzenie audioblogów należało do niszowej dziedziny. Jednak według raportu Podcast Research Edison już w roku 2012 prawie 30% Amerykanów słuchało podcastów. Zalążki podcastingu w Polsce zaczęto zauważać w roku 2005. Za propagatora polskiego podcastingu uznaje się Jacka Artymiaka. Większość podcastów można znaleźć na portalach społecznościowych (YouTube) czy streamingowych (Spotify).

Pisanie i tworzenie bloga z pewnością przyczyniło się do wzrostu zainteresowania tworzeniem tekstów. Osobiste pamiętniki, eseje o charakterze naukowym, czy po prostu publiczne wyrażanie własnej opinii. Blogi stały się ważną częścią kultury pisania i odkrywania nowych form dziennikarskich. Mimo że standardowe blogi nie wzbudzają tak dużego zamiłowania jak 15 lat temu, to społeczność blogerów wciąż aktywnie działa i rozwija się, dzięki nowym rodzajom blogów.

Autor: Jakub MatusiakW Konkursie Nagroda Młodych Dziennikarzy w zespole biura prasowego. Studiuje dziennikarstwo i komunikację społeczną na Uniwersytecie Papieskim. W wolnych chwilach czyta dużo książek kryminalnych i rozwiązuje krzyżówki. Ponadto uwielbia filmy z lat 50. i 60., a jego odwiecznym marzeniem jest podróż do Islandii.

Źródła:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Blog

https://medium.com/polish/sk-d-wzi-y-si-blogi-poznajcie-histori-blogowania-91160bd45f1a

http://biznes.onet.pl/debata-czy-bloger-to-juz-dziennikarz/nesew

https://wiadomosci.onet.pl/kto-wymyslil-blogi/yxwc5

Ludzkie historie sięgnęły bruku i nadal tam spoczywają

Dopada Was czasem syndrom białej kartki? Jeśli piszecie teksty to na pewno. Czasem jest w nas chęć coś napisać, ale brakuje weny. Czasem zbliża się deadline i nie ma zmiłuj. Co wtedy zrobić? Można się modlić o natchnienie, jak niektórzy poeci, ale można też podejść do tego problemu bardziej przyziemnie.

– Macie 15 minut na przyniesienie jakiegoś wartościowego tematu artykułu, a najlepiej dwóch. – usłyszałem kiedyś na zajęciach z warsztatów dziennikarstwa prasowego, gdy jeszcze takowe mogły się odbywać w normalnych warunkach.

Wszyscy w grupie byliśmy mocno skonfundowani poleceniem prowadzącego, ale ponieważ ten już wrócił swoją uwagą do trzymanej przez siebie książki, to nikt nie miał odwagi zadać mu dodatkowych pytań. Ubraliśmy kurtki i wyszliśmy na zewnątrz.

Budynek naszego uniwersytetu znajduje się zaraz obok krakowskiego rynku, tak więc w tamtą stronę się udaliśmy. W końcu im więcej ludzi, tym większa szansa na ciekawy temat.

Prawda jest taka, że w ciągu paru chwil zadanie okazało się banalnie proste. Podczas tego krótkiego spaceru zdążyliśmy minąć: wóz strażacki, wróżkę pod Sukiennicami, kilka tablic upamiętniających sławnych ludzi, rozmawiających przechodniów, bezdomnych i wiele, wiele kamienic, ze ścian których aż “wypadały historie” (czasem razem z odlatującym tynkiem).

Wracając po kwadransie do sali, mieliśmy raczej problem z wyborem tych dwóch najlepszych tematów niż z syndromem pustej kartki. To zadanie uświadomiło mi wtedy, że tematy faktycznie leżą na chodniku i wystarczy się po nie schylić. Ważna lekcja dla każdego, kto chce cokolwiek pisać.

Każdemu, kto ma problem z weną, polecam więc po prostu spacer. Zwłaszcza obecnie, gdy często siedzimy zapuszkowani w swoich mieszkaniach i domach. Jeśli nie możesz wyjść, to czasem wystarczy też po prostu wyjrzeć za okno.

Kiedyś (z kolei na warsztatach kreatywnego pisania jeszcze w liceum) prowadząca kazała mi zwizualizować sobie, co w tym momencie robią nasi sąsiedzi z naprzeciwka. Świetne ćwiczenie. Moja wyobraźnia poczuła się wtedy jak źrebak spuszczony z uprzęży. Spróbujcie koniecznie. To naprawdę gotowy przepis na kryminał lub romansidło.

A jeśli jednak musisz napisać artykuł? Bardzo podobnie. Zainteresuj się życiem zwykłych ludzi. Możesz to zrobić przez Internet, ale jednak lepiej traktuj go tylko jako uzupełnienie historii np. o dane statystyczne. Prawdziwe, ciekawe i ludzkie historie zawsze leżą na chodniku.

Autor: Michał FirlitMa 20 lat. Pochodzi z Krakowa i tutaj też studiuje na kierunku Dziennikarstwo i Komunikacja Społeczna na Uniwersytecie im. Jana Pawła II. Jednocześnie pracuje w sektorze szkoleniowym na stanowisku asystenta ds. komunikacji internetowej. Jego największymi pasjami są piłka nożna i szachyW Nagrodzie Młodych Dziennikarzy działa w Biurze Prasowym.

Tytuł

Nie, to nie pomyłka. Tytuł tego tekstu to faktycznie “Tytuł”, choć zapewne powinienem go nazwać “Tytuły e-maili”, ale nie mogłem się powstrzymać. Musicie mi wybaczyć! Zatem do rzeczy!  

Maile są dzisiaj nieodłączną częścią naszej pracy i życia. Wysyłamy je wszyscy, służbowo i prywatnie. Nasze zaangażowanie nie kończy się jednak w chwili wciśnięcia przycisku “wyślij”. Potem następuje przecież okres czekania na odpowiedź. Czasem długi, a czasem wieczny… Przyjrzyjmy się temu problemowi.  

Czy wiecie, że ludzie otwierają tylko 25% maili, a na czytanie każdego z nich przeznaczają średnio 3-5 sekund?!

Te statystyki robią wrażenie. Po przeczytaniu wielu tekstów i odbyciu odpowiednich szkoleń związanych z tym tematem, dochodzę do wniosku, że najważniejszy jest tytuł.​ To on​ odpowiada za to, czy zwrócimy uwagę na danego maila i jak dużą jej ilość zechcemy mu poświęcić. Jaki w takim razie powinien być tytuł, aby spowodować zaangażowanie u naszego odbiorcy? 

Na początek parę danych. Dobrze napisany tytuł maila powinien mieć od 90 do 115 znaków. Musimy jednak pamiętać, że im dłuższy tytuł, tym większa szansa, że nie wyświetli się on w całości naszemu odbiorcy. Dlatego najważniejsze jest pierwsze 40 znaków w tytule! To po “rzuceniu okiem” na nie właśnie nasz czytelnik zdecyduje (często​  nieświadomie) czy będzie kontynuował czytanie.  

Omówmy sobie zatem samą treść tytułów maili. To w końcu ona przecież determinuje zachowanie naszego odbiorcy. Jaka powinna być? 

  • Przede wszystkim ciekawa​. To, co ciekawe zawsze przykuwa naszą uwagę i tym samym powoduje nasze zainteresowanie, a od niego do zaangażowania już bardzo niedaleko.  
  • Ważne, żeby była pilna​. Treść maila, która sugeruje, że można odłożyć jego otwarcie na​ później, to klasyczny “strzał w kolano”. Tytuł musi powodować u odbiorcy natychmiastową chęć jego otwarcia.  
  • Ponadto treść tytułu musi być związana z treścią​. Może to dość oczywiste, ale gdy​ zaczniemy kombinować z pisaniem tytułów, tak aby były skuteczniejsze, to łatwo zapomnieć o tej podstawowej zasadzie.  
  • Tytuł powinien również prezentować wartość​. Ten punkt wiąże się z poprzednim, ponieważ​ skupia się na przedstawieniu zawartości samego maila. Różnica polega jednak na tym, że uwypuklona zostaje w tej zasadzie potrzeba wskazania korzyści, jaką odniesie nasz odbiorca, po otworzeniu maila i przeczytaniu go w całości.  

And last but not least​ – treść tytułu musi wywoływać emocje​​. Nie ma nic gorszego niż tytuł obok którego można przejść całkiem obojętnie. Pamiętajmy, że to emocje pchają nas do działania i to one w największym stopniu odpowiadają za to, czy nasz mail zostanie przeczytany.  

Na koniec wspomnę, że pisanie tytułów to oczywiście tylko wierzchołek góry lodowej, jaką jest sztuka pisania maili. Jest to jednak bardzo dobry punkt wyjścia i już wprowadzenie tych kilku powyższych porad w życie, powinno poprawić zaangażowanie odbiorców. Istnieje też uzasadniona nadzieja, że przełoży się to na zwiększoną responsywność!   

Autor: Michał Firlit  Ma 20 lat. Pochodzi z Krakowa i tutaj też studiuje na kierunku Dziennikarstwo i Komunikacja Społeczna na Uniwersytecie im. Jana Pawła II. Jednocześnie pracuje w sektorze szkoleniowym na stanowisku asystenta ds. komunikacji internetowej. Jego największymi pasjami są piłka nożna i szachy. W Nagrodzie Młodych Dziennikarzy działa w Biurze Prasowym.

Dziennikarz w social mediach – czyli co może publikować osoba związana z mediami?

W badaniach przeprowadzonych przez PressInstitute 70 proc. dziennikarzy posiadających konta w mediach społecznościowych traktuje je jako jako narzędzie bezpośredniego kontaktu ze źródłami informacji. Ponad połowa dziennikarzy korzystających z social mediów uznaje je za przydatne, a blisko co trzeci nie wyobraża sobie bez nich pracy.

Media społecznościowe to miejsce, w którym oprócz zawierania znajomości, „lajkowania” postów, czy przeglądania i wysyłania zdjęć, mamy możliwość rozpowszechniania i czerpania   wiedzy.  Z social mediów jak wiadomo może korzystać dosłownie każdy, jednak nie wszyscy są świadomi tego, co publikują. Sprzeczki z politykami, obelgi innych dziennikarzy o odmiennych poglądach i afiszowanie się zakupami w drogich sklepach, to tylko niektóre z kontrowersyjnych – a zarazem sprzecznych z zasadami etyki dziennikarskiej – sytuacji. Zatem, co wolno publikować dziennikarzom na swoich profilach społecznościowych?

Nieetyczne wpisy

Dziennikarze i osoby mocno związane z mediami traktują portale społecznościowe jako miejsce do wyrażania własnych przekonań. Jednak nie zawsze dana opinia zgadza się z poglądami naszych obserwatorów. Wówczas publikowanie skandalicznych wpisów i wchodzenie w polemikę z internautami może prowadzić do poniesienia poważnych konsekwencji. Jedną z osób, która na łamach portalu społecznościowego odważyła się wyrazić swoje zdanie była Ewa Wanat, redaktorka naczelna Radia Dla Ciebie. W 2015 roku czołowym tematem, który nie znikał z ust polskich rodzin, było posyłanie 6-latków do szkół. Wśród przeciwników takiego rozwiązania byli państwo Elbanowscy związani ze Stowarzyszeniem „Rzecznik Praw Rodziców”. Odmienne zdanie, zostało skomentowane przez redaktor naczelną Radia Dla Ciebie Ewę Wanat, która w ironiczny sposób napisała: „Dlaczego polskie sześciolatki są głupsze od rówieśników z Włoch, Francji i Niemiec? A może tylko państwu Elbanowskim rodzą się takie nierozgarnięte dzieci”. Pomimo, iż Wanat później wyjaśniła, że wpis miał jedynie charakter ironiczny, to niesmak wśród internautów pozostał. Sprawą zainteresowała się rada nadzorcza. Ostatecznie została dyscyplinarnie zwolniona z pracy.

Równie kontrowersyjne okazało się zdjęcie, które opublikował na swoim prywatnym profilu dziennikarz Biełsat TV, Ivan Shyla. Na fotografii zostało uwiecznione słynne spotkanie Andrzeja Dudy z Donaldem Trumpem, z podpisem Shyli: „Po lewej stronie – prezydent Polski”. Pomimo, iż komentarz nie zawierał ironicznego podtekstu, nieco inaczej podeszli do niego internauci, którzy wywołali burzę w komentarzach. Wśród nich znalazł się wpis Agnieszki Romaszewskiej, szefowej stacji Biełsat: „(…) Porozumienie o współpracy wojskowej ze Stanami ma ogromne znaczenie dla bezpieczeństwa Polski i to jest jeden z niewielu tematów, które nie są powodem do żartów dla pracowników Biełsatu. Kumasz?”. Pomimo, iż Shyla próbował wybronić się z trudnej sytuacji, kilka godzin później otrzymał powiadomienie szefostwa o zwolnieniu ze stacji, którego powodem było „nienależyte zachowanie w odniesieniu do kolegów i całej firmy”.

Opinie ekspertów

W 2016 roku organizacja PressInstitute zajmowała się działalnością dziennikarzy w mediach społecznościowych. O opinie zapytano polskich dziennikarzy zajmujących się różnorodną tematyką. Blisko 70 procent z nich, traktuje social media jako narzędzie bezpośredniego kontaktu ze źródłami informacji. Ponad połowa dziennikarzy korzystających z social mediów uznaje je za przydatne, a blisko co trzeci nie wyobraża sobie bez nich pracy. Choć pojawiają się wyjątki, dla których media takie jak Facebook, czy Twitter to tylko „pożeracze czasu” i są „manipulowane przez korporacje, które nimi zarządzają”.

Wśród portali społecznościowych króluje Facebook. To właśnie tam dziennikarze najczęściej zaglądają w poszukiwaniu tekstów, zdjęć czy grafik potrzebnych do przygotowania artykułów. Około 60 procent dziennikarzy deklaruje, że na bieżąco korzysta z patentu Marka Zuckerberga. Zaraz za nim znajduje się Twitter (32,2 proc.) a podium zamyka YouTube (18,1 proc.).

Badania opierały się także o opinie samych dziennikarzy. Wnioski nie wskazują jednoznacznie, czy media społecznościowe pomagają, czy szkodzą w pracy dziennikarza. Dla jednych social media służą jako test etyki dziennikarskiej, chronią przed przejawami nierzetelności dziennikarskiej, czy stają się miejscem do poszukiwania rozmówców i inspiracji. Dla drugich są one niebezpiecznym polem do udostępniania informacji jako swojej bez podawania źródła, wytykania błędów innych dziennikarzy, a także spłycania debaty między osobą mediów
a czytelnikiem.

Dekalog dziennikarza

Wiele redakcji i stacji telewizyjnych radzi sobie z tym tematem, ustanawiając określone zasady, których pracownicy powinni przestrzegać.

I tak oto w 2012 r. grupa TVN stworzyła pewnego rodzaju dekalog, z którym każdy dziennikarz stacji powinien się zaznajomić. Adam Pieczyński, który przez wiele lat należał do zespołu TVN, wówczas tak wypowiadał się o mediach, z których korzystają dziennikarze: „Świat »fejsowo-twitterowy« jest coraz bardziej naszym światem. Trzeba i warto w nim być. Będziemy tam coraz bardziej. Musimy jednak przestrzegać zasad, które spowodują, że ta nowa rzeczywistość nie okaże się dla nas pułapką”. „Publikując treści w Internecie, również na »swoim« profilu nadal jesteś dziennikarzem”, „Przestrzegaj standardów dziennikarskich, zwłaszcza zasady bezstronności”, „Pamiętaj, by chronić nieemitowane na antenie, zastrzeżone, poufne i prywatne informacje” – to tylko niektóre, wybrane punkty, które zostały zawarte w dziesiątce zasad stacji TVN.

7 lat później zasady te zostały udoskonalone i opisane aż na czterech stronach. Dziennikarze muszą być ostrożni podczas publikowaniu materiałów na swoich profilach, np. czy aby na pewno nie lokują przypadkowo jakiegoś produktu. Z kolei w przypadku gdy dany temat nie trafi na antenę, dziennikarz ma prawo wypowiedzieć się o nim na swoim profilu, ale dopiero po skonsultowaniu się ze swoją redakcją.

W 2017 roku New York Times poszerzył zakres zasad korzystania z mediów społecznościowych przez swoich dziennikarzy. Wśród postulatów, pracownicy nie mogą wyrażać własnych opinii, ani promować swoich poglądów politycznych. Z kolei BBC, który stosuje łagodniejszą politykę, zaleca, że dziennikarz ma prawo pisać we własnym imieniu wyraźnie to zaznaczając.

Z mediami społecznościowymi trzeba obchodzić się jak z jajkiem. Cokolwiek, co zamierzamy opublikować, powinno zostać przez nas starannie sprawdzone. Wszystko co publikujemy w Internecie, pozostanie w nim na zawsze. Nieodpowiedni tekst czy kontrowersyjne zdjęcie, na pewno zwróci uwagę szeroko komentującej publiczności. Nawet opublikowanie informacji bez podania pierwotnego źródła może spotkać się z krytyką. Mimo to, jest to obecnie najszybsze źródło do pozyskiwania wiedzy, a zarazem obszar do komunikowania i dzielenia się spostrzeżeniami z innymi użytkownikami.

Autor: Jakub MatusiakW Konkursie Nagroda Młodych Dziennikarzy w zespole biura prasowego. Studiuje dziennikarstwo i komunikację społeczną na Uniwersytecie Papieskim. W wolnych chwilach czyta dużo książek kryminalnych i rozwiązuje krzyżówki. Ponadto uwielbia filmy z lat 50. i 60., a jego odwiecznym marzeniem jest podróż do Islandii.


Źródła:
– http://sdpnu.com.ua/prywata-czy-cenzura-o-prywatnosci-dziennikarzy-w-mediach-spolecznosciowych/,

https://pressinstitute.eu/wp-content/uploads/2017/01/raport-social-media.pdf,

https://www.apostolowieopinii.com/blog/2018/09/28/dziennikarstwo-etyka-problemy-socialmedia-twitter-facebook-media/

Media jako “czwarta władza”

Media mają dużą wartość. Wiąże się to z tym, że obecnie prawie każdy ma swobodny dostęp do środków społecznego przekazu, a co za tym idzie, informacje w prosty sposób docierają do ogromnej grupy ludzi i mogą wpływać na ich sposób postrzegania świata. Media nieustannie nam towarzyszą i oddziałują na niemal każdą sferę życia. W związku z tym powinniśmy bacznie je obserwować i jednocześnie analizować zawarte w nich przekazy.

Media mają władzę

Wszystkie massmedia wywierają ogromny wpływ na swoich odbiorców. Dlatego nie bez kozery mówi się, że media to „czwarta władza”. To określenie definiuje środki społecznego przekazu we wszystkich krajach, w których panuje klasyczny Monteskiuszowski trójpodział  władzy na: ustawodawczą, sądowniczą i wykonawczą. Wszyscy ludzie, którzy współtworzą media mogą „rządzić” swoimi odbiorcami. Jednak cała sztuka polega na tym, by tej władzy nie wykorzystywać, a sprawować ją uczciwie, zgodnie ze wszelkimi zasadami zawartymi w Karcie Etycznej Mediów.

Powinność dziennikarzy

Dziennikarze mają realną władzę w swoich rękach. To od nich zależy, w jaki sposób zostaną przedstawione informacje. Czy będą one obiektywne czy wręcz przeciwnie. Jakie wiadomości zostaną zaprezentowane, a jakie przemilczane. Czy różnego rodzaju treści będą prawdziwe czy będą tak zwanymi fake newsami, czyli nieprawdziwymi informacjami. Na barkach dziennikarzy spoczywają trudne zadania. Dlatego bardzo ważne jest to, żeby każda osoba zatrudniona w mediach posiadała poczucie pełnienia ważnej służby w społeczeństwie, która na pierwszym miejscu stawia prawdę i godność każdego człowieka.

Rola mediów

Media jako tak zwana „czwarta władza” powinny patrzeć na ręce władzy ustawodawczej, sądowniczej i wykonawczej, po to, aby ograniczyć wszelkie patologie, takie jak korupcje czy różnego rodzaju nadużycia. To one kierując się dobrem wspólnym mają za zadanie stać na jego czele i robić wszystko, aby „opiekować się” drugim człowiekiem i jego potrzebami. Jednak by środki społecznego przekazu mogły swobodnie działać bardzo ważne jest, aby były niezależne od rządów sprawujących władzę w danym państwie. Niezależność pomoże odbiorcom popatrzeć z dystansu na wszystko, co się dookoła nich dzieje. Nie może być tak, że media nie mogą same o sobie decydować. Jeśli tak nie będzie, wysiłki związane z przekazem informacji bardzo często pójdą na marne, bo żaden z odbiorców nie będzie miał zaufania do dziennikarzy. Massmedia nie mogą uprawiać propagandy ani wpływać na poglądy swoich odbiorców. Ich głównym zadaniem jest informowanie i kontrolowanie działalności decyzyjnych osób w państwie.

„Czwarta władza” z założenia ma pomagać trzem pozostałym rodzajom władzy. Powinna wykorzystywać swoje możliwości do tego, aby pomagać słabszym, bezbronnym, a także, by niwelować wszelkie patologie w państwie. Na tym polega prawdziwa rola mediów.

Anna Mlyczyńska